Zamachy na World Trade Center, Pentagon i tragicznie przerwany lot nr 93 - mija właśnie 15 lat od zamachów, które wstrząsnęły Ameryką i całym światem.
- "Jechałem właśnie do roboty. Widziałem, jak od Statuy Wolności leciał niebieski samolot. Uderzył wprost w wieżowiec". "Dźwięk taki, jakby się waliły klocki lego, tyle, że przerażający" - tak relacjonowali tragedię przebywający wtedy w Nowym Jorku Polacy.
Trzeci tego poranka samolot uderzył w budynek Pentagonu w Arlington, a czwarta porwana maszyna miała lecieć nad Waszyngton. Po nieudanej próbie odbicia samolotu przez pasażerów rozbiła się niedaleko Shanksville.
W sumie 11 września 2011 roku w czterech zamachach zginęły 2973 osoby. Wśród nich było sześcioro Polaków.
Sprawcami zamachów byli terroryści należący do Al-Ka'idy. Trzy lata poźniej lider grupy Osama bin Laden powiedział, że były one przejawem walki o wolność. Atak zapoczątkował wojnę z terroryzmem. Na czele światowej koalicji walczącej z zamachowcami stanęły Stany Zjednoczone. Jednym z pierwszych działań był atak na Afganistan, gdzie ukrywal się m.in. bin Laden, ale po kilku latach Amerykanie zaatakowali też terytorium Iraku. W 2011 służby specjalne USA zabiły Osamę bin Ladena w jego willi w Pakistanie, gdzie się ukrywał po ucieczce z Afganistanu.
W odpowiedzi na zdarzenia w USA na całym świecie zwiększone zostały środki bezpieczeństwa. Zamachy spowodowały też poważny kryzys w branży lotniczej i turystycznej.

Radio Szczecin