Tysiące osób wyszły na ulice miast w Iranie po zabiciu przez Stany Zjednoczone najważniejszego wojskowego w tym kraju. Generał Ghasem Solejmani zginął w porannym ataku drona w rejonie lotniska w Bagdadzie.
Tysiące osób demonstrowały na ulicach Teheranu swoje poparcie dla irańskich władz i sprzeciw wobec Stanów Zjednoczonych.
- Amerykanie powinni przygotować się na uderzenie w policzek. Powinni wiedzieć, że ponieważ popełnili zbrodnię, nie mogą się już czuć bezpieczni nigdzie - mówił jeden z demonstrujących.
Protestujący zebrali się też w mieście Kerman w południowym Iranie, skąd pochodził zabity generał.
62-letni Ghasem Solejmani od ponad dwóch dekad dowodził elitarną jednostką Brygada Al-Kuds. To właśnie ona jest odpowiedzialna za większość działań militarnych w regionie, w tym wsparcie dla syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada i szyickiego Hezbollahu w Libanie. Solejmani był w Iranie traktowany jak bohater i uważany za drugą osobę w państwie.
Najwyższy przywódca duchowy Iranu ajatollah Ali Chamenei zapowiedział zemstę za śmierć Solejmaniego. Narodowa Rada Bezpieczeństwa w Iranu, która zebrała się w trybie pilnym, także zapowiedziała odwet. Większość irańskich polityków uznało, że zabicie generała jest aktem terroru i wypowiedzeniem Iranowi wojny przez Stany Zjednoczone.
W wielu miejscach w regionie w czasie piątkowych modłów szyiccy imamowie wzywali do odwetu na Stanach Zjednoczonych za zabicie generała Sulejmaniego.
- Jesteśmy tu, żeby walczyć. Nasza krew, nasze pieniądze, nasze rodziny czekają na sygnał - mówił jeden z imamów w Libanie. Z kolei lider libańskiego Hezbollahu, szyickiego ugrupowania wspieranego przez Iran oświadczył, że grupa będzie szła ścieżką wytyczoną przez zabitego wojskowego.
Nie ma na razie reakcji największego wroga Iranu w regionie, sprzymierzonej z USA Arabii Saudyjskiej. Głos zabrały jedynie nieliczne kraje sunnickie. Turcja ostrzegła, że zabójstwo może doprowadzić do eskalacji napięcia w regionie, a ministerstwa spraw zagranicznych Egiptu, Libanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich wezwały wszystkie kraje do powściągliwości.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu skrócił wizytę w Grecji i wrócił do kraju, a miejscowe służby zostały postawione w stan gotowości na wypadek ewentualnych prowokacji Iranu. Izraelski premier oświadczył też, że jego kraj wspiera USA po ataku na irańskiego generała.
Generał Ghasem Solejmani zginął nad ranem w ataku amerykańskiego drona niedaleko lotniska w Bagdadzie. Wraz z nim śmierć poniosło 6 innych osób, w tym przywódca proirańskiej bojówki w Iraku, Sił Mobilizacji Ludowej. To właśnie one stały za ostatnimi protestami, w tym gwałtownymi zamieszkami przed ambasadą USA w Bagdadzie w miniony wtorek.

Radio Szczecin