„Złość dziecka to nie brak wychowania, lecz sygnał emocji" - przekonuje ekspertka, który gościła we wtorkowej audycji Radio Szczecin na Wieczór.
Złość u dzieci często mylnie odbieramy jako złe wychowanie, jednak, jak tłumaczy pedagog i psychotraumatolog Beata Berdziak, to naturalny sposób komunikowania emocji. Problem pojawia się wtedy, gdy dorosły nie potrafi ich właściwie odczytać i towarzyszyć dziecku w trudnym momencie.
Ekspertka przypomina, że dzieci komunikują swoje uczucia językiem emocji, zwłaszcza w młodszym wieku.
- Im młodsze dziecko, tym ten język jest bardziej emocjonalny. Otóż mamy dwie półkule mózgowe. Prawa, która w dużym skrócie odpowiada za emocje i lewa, która odpowiada za racjonalne myślenie. Kiedy się rodzimy, prawa jest już niemal gotowa do działania i wykształcona, natomiast lewa rozwija się w trakcie naszego życia - mówi Berdziak.
Beata Berdziak podkreśla, że w trudnych chwilach dorosły powinien być obecny, spokojny i nazywać emocje dziecka.
- Nazywam to, co widzę, a widzę dziecko w trudnych emocjach, czyli nazywam: widzę, że jest ci smutno, widzę, że jesteś bardzo zły. Chcesz mi o tym opowiedzieć? - Nie, mamo, nie chcę. - Potrzebujesz, żebym cię przytuliła? - Nie, nie potrzebuję - przytacza pedagog.
Ekspertka tłumaczy, że w silnych emocjach dziecka żadne racjonalne argumenty nie docierają, mózg reaguje intensywnie emocjonalnie, a prawa półkula blokuje dostęp lewej.
- Gdybyśmy mogli zobaczyć mózg dziecka, który jest w złości na przykład, który jest w strachu, to zobaczylibyśmy, że prawa półkula, która właśnie odpowiada za te emocje, aż się świeci. Co to oznacza? Że zużywa bardzo dużo "prądu i energii". Zabiera cały dostęp do tego prądu lewej półkuli - dodaje Berdziak.
Badania pokazują, że dziecięca złość to naturalny sygnał emocjonalny i prawidłowa reakcja dorosłego - obecność i wsparcie jest ważniejsza niż natychmiastowe tłumaczenie czy karcenie.
Ekspertka przypomina, że dzieci komunikują swoje uczucia językiem emocji, zwłaszcza w młodszym wieku.
- Im młodsze dziecko, tym ten język jest bardziej emocjonalny. Otóż mamy dwie półkule mózgowe. Prawa, która w dużym skrócie odpowiada za emocje i lewa, która odpowiada za racjonalne myślenie. Kiedy się rodzimy, prawa jest już niemal gotowa do działania i wykształcona, natomiast lewa rozwija się w trakcie naszego życia - mówi Berdziak.
Beata Berdziak podkreśla, że w trudnych chwilach dorosły powinien być obecny, spokojny i nazywać emocje dziecka.
- Nazywam to, co widzę, a widzę dziecko w trudnych emocjach, czyli nazywam: widzę, że jest ci smutno, widzę, że jesteś bardzo zły. Chcesz mi o tym opowiedzieć? - Nie, mamo, nie chcę. - Potrzebujesz, żebym cię przytuliła? - Nie, nie potrzebuję - przytacza pedagog.
Ekspertka tłumaczy, że w silnych emocjach dziecka żadne racjonalne argumenty nie docierają, mózg reaguje intensywnie emocjonalnie, a prawa półkula blokuje dostęp lewej.
- Gdybyśmy mogli zobaczyć mózg dziecka, który jest w złości na przykład, który jest w strachu, to zobaczylibyśmy, że prawa półkula, która właśnie odpowiada za te emocje, aż się świeci. Co to oznacza? Że zużywa bardzo dużo "prądu i energii". Zabiera cały dostęp do tego prądu lewej półkuli - dodaje Berdziak.
Badania pokazują, że dziecięca złość to naturalny sygnał emocjonalny i prawidłowa reakcja dorosłego - obecność i wsparcie jest ważniejsza niż natychmiastowe tłumaczenie czy karcenie.
Edycja tekstu: Natalia Chodań

Radio Szczecin