W Niemczech coraz więcej prywatnych właścicieli sklepów oraz zakładów usługowych dołącza do akcji protestacyjnej, w której uczestnicy zamierzają zlekceważyć lockdown.
Od kilku dni w mediach społecznościowych trwa akcja małych i średnich firm handlowych - nazwana "Otwieramy się - koniec z lockdownem". Władze ostrzegają, że za takie postępowanie nałożone zostaną wysokie kary finansowe.
Protestujący zamierzają wbrew zakazom otworzyć swoje sklepy jedenastego stycznia. Do akcji protestacyjnej chce dołączyć także część handlowców z Meklemburgi Pomorza Przedniego. Władze landowe ostrzegają, że spotka się to z surowymi karami. "Nie popieramy tego protestu. To nie jest żądna solidarność. Jak wytłumaczyć taką akcję pielęgniarce i lekarzowi na oddziale intensywnej terapii, lub pracownikom w domach opieki, którzy próbują wyhamować pandemię. Musimy się wobec tego zdystansować" - powiedział dziś pracownik miejskiego urzędu w Greifswaldzie Mike Wittenberg.
Obecnie w mediach społecznościowych ponad 100 tys. osób zapowiada przyłączenie się do akcji. Policja ostrzega i przypomina, że za otwarcie sklepu w "lockdownie" grozi kara w wysokości 1000 euro, a za otwarcie restauracji nawet 25.000 euro. Uczestnicy akcji "Wir machen auf" twierdzą, że to nie oni, lecz rząd łamie prawo. Ich zdaniem wszelkie zakazy i ograniczenia władza wprowadza łamiąc unijne traktaty.
Protestujący zamierzają wbrew zakazom otworzyć swoje sklepy jedenastego stycznia. Do akcji protestacyjnej chce dołączyć także część handlowców z Meklemburgi Pomorza Przedniego. Władze landowe ostrzegają, że spotka się to z surowymi karami. "Nie popieramy tego protestu. To nie jest żądna solidarność. Jak wytłumaczyć taką akcję pielęgniarce i lekarzowi na oddziale intensywnej terapii, lub pracownikom w domach opieki, którzy próbują wyhamować pandemię. Musimy się wobec tego zdystansować" - powiedział dziś pracownik miejskiego urzędu w Greifswaldzie Mike Wittenberg.
Obecnie w mediach społecznościowych ponad 100 tys. osób zapowiada przyłączenie się do akcji. Policja ostrzega i przypomina, że za otwarcie sklepu w "lockdownie" grozi kara w wysokości 1000 euro, a za otwarcie restauracji nawet 25.000 euro. Uczestnicy akcji "Wir machen auf" twierdzą, że to nie oni, lecz rząd łamie prawo. Ich zdaniem wszelkie zakazy i ograniczenia władza wprowadza łamiąc unijne traktaty.

Radio Szczecin