Specjalna komisja będzie po raz kolejny badała pogorzelisko po hotelu socjalnym w Kamieniu Pomorskim.
W środę do spalonego budynku po raz pierwszy weszli prokuratorzy, biegli, a także eksperci z Komendy Głównej Policji. Na razie efekty prac nie są znane, nadal też wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Jednym z podstawowych jest to, dlaczego w mieszkaniach nie było czujników dymu.
Budynek ten był hotelem robotniczym, kilka lat temu został przejęty przez gminę. Burmistrz Kamienia Pomorskiego Bronisław Karpiński tłumaczy, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, także pożarowymi.
Podobnie uważa komendant wojewódzki Państwowej Straży w Szczecinie st. bryg. Henryk Cegiełka. - Nie było zmiany użytkowania, dlatego straż pożarna nie została poinformowana, więc nie przeprowadzaliśmy żadnej kontroli - tłumaczy Cegiełka.
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Kamieniu Pomorskim Józef Palusiński powiedział, że straż interweniowała w budynku socjalnym. - O montażu czujników powinna decydować straż pożarna. To dziwne, że strażacy dwukrotnie tam interweniując, nie zwrócili uwagi, w jakim stanie jest budynek, w którym mieszkały 32 rodziny i były wąskie korytarze zawalone tapczanami - powiedział Palusiński.
- To nie dawało podstawy, żeby stwierdzić, że konstrukcja budynku, jak i występujące instalacje, wymagają interwencji nadzoru budowlanego, czy gminy i trzeba to do nich zgłaszać - odpowiada Cegiełka.
Budynek ten był hotelem robotniczym, kilka lat temu został przejęty przez gminę. Burmistrz Kamienia Pomorskiego Bronisław Karpiński tłumaczy, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, także pożarowymi.
Podobnie uważa komendant wojewódzki Państwowej Straży w Szczecinie st. bryg. Henryk Cegiełka. - Nie było zmiany użytkowania, dlatego straż pożarna nie została poinformowana, więc nie przeprowadzaliśmy żadnej kontroli - tłumaczy Cegiełka.
Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Kamieniu Pomorskim Józef Palusiński powiedział, że straż interweniowała w budynku socjalnym. - O montażu czujników powinna decydować straż pożarna. To dziwne, że strażacy dwukrotnie tam interweniując, nie zwrócili uwagi, w jakim stanie jest budynek, w którym mieszkały 32 rodziny i były wąskie korytarze zawalone tapczanami - powiedział Palusiński.
- To nie dawało podstawy, żeby stwierdzić, że konstrukcja budynku, jak i występujące instalacje, wymagają interwencji nadzoru budowlanego, czy gminy i trzeba to do nich zgłaszać - odpowiada Cegiełka.

Radio Szczecin