W Szwajcarii w jednym momencie zabiły dzwony i zawyły syreny - tak kraj ten uczcił pamięć 40 osób, które zginęły w pożarze w Crans-Montanie. Również w piątek, 8 dni po sylwestrowej tragedii, doszło do pierwszego zatrzymania w sprawie.
"Nieustannie myślę o ofiarach. To jest niewyobrażalna tragedia i doszło do niej w naszym lokalu. Chcę przeprosić wszystkie ofiary i ludzi, którzy do teraz walczą w szpitalach" - powiedziała Jessica Moretti po wyjściu z sądu w Sionie.
Francuzce i jej mężowi Jacques'owi prokuratura zarzuca nieumyślne doprowadzenie do pożaru, uszkodzeń ciała i śmierci.
W całej Szwajcarii zabrzmiały w piątek (9.1) dzwony. W Martigny, leżącym w tym samym kantonie Valais, co Sion i Crans-Montana odbyła się centralna uroczystość upamiętniająca ofiary pożaru. Obecne były tam rodziny ofiar, przedstawiciele Crans-Montany i innych społeczności dotkniętych tragedią, w tym prezydenci Szwajcarii i Francji.
Dwie trzecie ofiar pożaru miały od 14 do 20 lat.
Autorka edycji: Joanna Chajdas

Radio Szczecin