W akcji gaszenia pożaru pod Biłgorajem na Lubelszczyźnie zginął pilot, który pracował w Mieleckich Zakładach Lotniczych.
Był wieloletnim i doświadczonym pracownikiem, legendą, od której wszyscy się uczyli - przekazała Zofia Kowalska, członek zarządu MZL.
- To jest kolega, który miał bardzo duże doświadczenia, bo żeby tym samolotem móc latać i gasić pożary, trzeba mieć bardzo duże doświadczenie. On wcześniej pracował w liniach lotniczych, a wcześniej przed liniami lotniczymi miał kontakt właśnie z jeszcze dawnym Zakładem Usług Agrolotniczych. Wówczas on był pilotem dromadera - dodała Kowalska.
Zofia Kowalska zaznaczyła, że piloci pracujący przy gaszeniu pożarów narażeni są na ekstremalne warunki.
- To jest praca na niskich wysokościach, pod wpływem dużego zadymienia, dużych takich podmuchów wiatru, bo tam powstają wiry oraz pod ogromną presją, bo jednak pilot nie widzi. Tam nie lata się na narzędzia. Jeżeli jest dym, to nic nie widać. On musi wiedzieć, gdzie zrzucić tę wodę - powiedziała Kowalska.
- To jest kolega, który miał bardzo duże doświadczenia, bo żeby tym samolotem móc latać i gasić pożary, trzeba mieć bardzo duże doświadczenie. On wcześniej pracował w liniach lotniczych, a wcześniej przed liniami lotniczymi miał kontakt właśnie z jeszcze dawnym Zakładem Usług Agrolotniczych. Wówczas on był pilotem dromadera - dodała Kowalska.
Zofia Kowalska zaznaczyła, że piloci pracujący przy gaszeniu pożarów narażeni są na ekstremalne warunki.
- To jest praca na niskich wysokościach, pod wpływem dużego zadymienia, dużych takich podmuchów wiatru, bo tam powstają wiry oraz pod ogromną presją, bo jednak pilot nie widzi. Tam nie lata się na narzędzia. Jeżeli jest dym, to nic nie widać. On musi wiedzieć, gdzie zrzucić tę wodę - powiedziała Kowalska.
Kondolencje po śmierci pilota złożył prezydent Karol Nawrocki, a także szef MSWiA Marcin Kierwiński.
Edycja tekstu: Natalia Chodań

Radio Szczecin