Robert Bąkiewicz usłyszał trzy zarzuty w związku z jego październikowym wystąpieniem na Placu Zamkowym w Warszawie. To zarzuty publicznego nawoływania do pozbawienia życia i publicznego poniżenia premiera Donalda Tuska. Według prokuratury Robert Bąkiewicz nawoływał również do nienawiści w stronę osób narodowości niemieckiej oraz imigrantów.
- To według prokuratury jednoznacznie można uznać za nawoływanie do przemocy wobec premiera - mówił rzecznik prokuratury regionalnej w Warszawie prokurator Mateusz Martyniuk. - Nawoływanie do usunięcia przemocą organu konstytucyjnego, czyli prezesa Rady Ministrów.
Ta decyzja wywołała kolejne polityczne komentarze.
- Roberta Bąkiewicza nie da się tak łatwo zastraszyć - mówił poseł PiS Mariusz Gosek. - Robi wielkie rzeczy dla państwa polskiego.
Jednak innego zdania jest Tomasz Trela z Lewicy. - To jest wyjątkowy typek, który nawołuje do agresji, a wiemy, że od agresji słownej do rękoczynów jest bardzo krótka droga i na to nie powinniśmy pozwalać.
Robert Bąkiewicz nazwał swoją wypowiedź metaforą, a zarzuty prokuratury polityczną chucpą i absurdem.
Edycja tekstu: Kamila Kozioł

Radio Szczecin