Kilkudniowa walka o życie półtorarocznej dziewczynki ze Szczecina zakończyła się sukcesem. Mała Amelka, pod nieuwagę ojca, napiła się rozpuszczalnika. Teraz w szpitalu przy ul. św. Wojciecha wraca do zdrowia.
Rodzice ciągle dyżurują przy łóżku córeczki w szpitalu. - Jak bym mógł, to cofnąłbym czas - mówi ojciec.
- Nerki dziewczynki jeszcze nie pracują prawidłowo, ale zagrożenie życia minęło - mówi prof. Andrzej Brodkiewicz, ordynator pediatrii i leczenia ostrych zatruć szpitala przy ul. św. Wojciecha w Szczecinie. - Dziecko wypiło łyk rozpuszczalnika praktycznie natychmiast tracąc przytomność. Lekarze uratowali mu życie. Miało obrzęk płuc, niewydolność nerek, lekarze prowadzili dializy na intensywnej terapii. Bezpośrednie zagrożenie utraty życia minęło.
Amelka napiła się rozpuszczalnika w garażu. - Chciałem coś odtłuścić przy samochodzie. Postawiłem na blacie butelkę, córka stanęła na palcach i sięgnęła po nią; zachłysnęła się, bo nie umie jeszcze pić z butelki i tragedia - wspomina ojciec dziecka.
Dziewczynka trafiła do szpitala na Unii Lubelskiej kilkanaście dni temu. We wtorek, gdy jej stan się poprawił, przewieziono ją do placówki przy ul. św. Wojciecha. Do domu wróci najwcześniej w przyszłym tygodniu.
W tym przypadku lekarze nie powiadomili prokuratury. Robią to, gdy uznają, że rodzice źle opiekują się dzieckiem, a do wypadku mogło dojść w wyniku ich zaniedbań.
W środę ze szpitala wyszła kilkuletnia dziewczynka, która przegryzła kapsułkę z proszkiem do prania.
Lekarze radzą, by nie spuszczać małych dzieci z oka, gdy w pobliżu znajdują się trucizny.
Miesięcznie do szpitala przy ul. św. Wojciecha trafia nawet kilkanaścioro dzieci, które pod nieuwagę rodziców zatruły się środkami chemicznymi.
- Nerki dziewczynki jeszcze nie pracują prawidłowo, ale zagrożenie życia minęło - mówi prof. Andrzej Brodkiewicz, ordynator pediatrii i leczenia ostrych zatruć szpitala przy ul. św. Wojciecha w Szczecinie. - Dziecko wypiło łyk rozpuszczalnika praktycznie natychmiast tracąc przytomność. Lekarze uratowali mu życie. Miało obrzęk płuc, niewydolność nerek, lekarze prowadzili dializy na intensywnej terapii. Bezpośrednie zagrożenie utraty życia minęło.
Amelka napiła się rozpuszczalnika w garażu. - Chciałem coś odtłuścić przy samochodzie. Postawiłem na blacie butelkę, córka stanęła na palcach i sięgnęła po nią; zachłysnęła się, bo nie umie jeszcze pić z butelki i tragedia - wspomina ojciec dziecka.
Dziewczynka trafiła do szpitala na Unii Lubelskiej kilkanaście dni temu. We wtorek, gdy jej stan się poprawił, przewieziono ją do placówki przy ul. św. Wojciecha. Do domu wróci najwcześniej w przyszłym tygodniu.
W tym przypadku lekarze nie powiadomili prokuratury. Robią to, gdy uznają, że rodzice źle opiekują się dzieckiem, a do wypadku mogło dojść w wyniku ich zaniedbań.
W środę ze szpitala wyszła kilkuletnia dziewczynka, która przegryzła kapsułkę z proszkiem do prania.
Lekarze radzą, by nie spuszczać małych dzieci z oka, gdy w pobliżu znajdują się trucizny.
Miesięcznie do szpitala przy ul. św. Wojciecha trafia nawet kilkanaścioro dzieci, które pod nieuwagę rodziców zatruły się środkami chemicznymi.

Radio Szczecin