"Jeszcze nie miałam tego w ustach" - billboardy z takim tekstem i rozchylonymi, mocno wyszminkowanymi wargami stanęły kilka dni temu w Szczecinie.
W ten sposób reklamuje się firma z Wielkopolski produkująca... zupy. Zdaniem mieszkańców, promocja jest niesmaczna i szowinistyczna. Od początku tygodnia, z całego kraju, do Rady Reklamy wpłynęło w tej sprawie już 10 skarg.
Szczecinianie mówią o billboardach krótko - jest wulgarna i niesmaczna. - Brzmi co najmniej dwuznacznie. Ma seksualny podtekst. To nie powinno znaleźć się w miejscu publicznym - oceniają mieszkańcy.
Artur Gnat, ekspert od marketingu mówi, że taki był cel - wywołać burzę w mediach. - Najważniejsze jest to, co między obrazem a tekstem. Według mnie, to dosyć przaśny przekaz obliczony na to, by wzbudzić zainteresowanie w mediach. Jest oparty na wulgarności, która momentami graniczy ze znaczeniową pornografią - uważa Gnat.
Firma przesłała do naszej redakcji oświadczenie w sprawie reklamy - Anna Wiater z agencji PR obsługującej spółkę Profi pisze: "Nie uznajemy reklamy za sprzeczną z dobrymi obyczajami, szanujemy wszystkie kobiety i nie było naszym celem naruszenie ich godności. Reklama jedynie wykorzystuje humor zbudowany na dwuznaczności języka polskiego. Przepraszamy jednak wszystkich, którzy poczuli się nią dotknięci lub zaniepokojeni".
Kampania reklamowa potrwa do końca maja. Jeśli Komisja Etyki Reklamy uzna, że kampania jest niesmaczna nakaże zaprzestania promocji.
W ubiegłym roku ta sama firma przepraszała już za swoją poprzednią kampanię. Wtedy oburzenie wywołało hasło "bo zupa była prawdziwa". Komisja Etyki Reklamy uznała, że billboardy kojarzą się z akcją przeciwko przemocy wobec kobiet "bo zupa była za słona" i przez to naruszają dobre obyczaje marketingu. Z uzasadnienia wynikało, że komercyjne nawiązanie do kampanii może powodować bagatelizowanie problemu aktualnego społecznie.
Szczecinianie mówią o billboardach krótko - jest wulgarna i niesmaczna. - Brzmi co najmniej dwuznacznie. Ma seksualny podtekst. To nie powinno znaleźć się w miejscu publicznym - oceniają mieszkańcy.
Artur Gnat, ekspert od marketingu mówi, że taki był cel - wywołać burzę w mediach. - Najważniejsze jest to, co między obrazem a tekstem. Według mnie, to dosyć przaśny przekaz obliczony na to, by wzbudzić zainteresowanie w mediach. Jest oparty na wulgarności, która momentami graniczy ze znaczeniową pornografią - uważa Gnat.
Firma przesłała do naszej redakcji oświadczenie w sprawie reklamy - Anna Wiater z agencji PR obsługującej spółkę Profi pisze: "Nie uznajemy reklamy za sprzeczną z dobrymi obyczajami, szanujemy wszystkie kobiety i nie było naszym celem naruszenie ich godności. Reklama jedynie wykorzystuje humor zbudowany na dwuznaczności języka polskiego. Przepraszamy jednak wszystkich, którzy poczuli się nią dotknięci lub zaniepokojeni".
Kampania reklamowa potrwa do końca maja. Jeśli Komisja Etyki Reklamy uzna, że kampania jest niesmaczna nakaże zaprzestania promocji.
W ubiegłym roku ta sama firma przepraszała już za swoją poprzednią kampanię. Wtedy oburzenie wywołało hasło "bo zupa była prawdziwa". Komisja Etyki Reklamy uznała, że billboardy kojarzą się z akcją przeciwko przemocy wobec kobiet "bo zupa była za słona" i przez to naruszają dobre obyczaje marketingu. Z uzasadnienia wynikało, że komercyjne nawiązanie do kampanii może powodować bagatelizowanie problemu aktualnego społecznie.

Radio Szczecin