Karp to również wigilijna tradycja. Wielu szczecinian zwlekało z zakupem do środy, by ryba była świeża.
Karp zwykle najpierw "ląduje" w wannie, a dopiero wieczorem na patelni. Inspektorzy weterynarii sugerują jednak, by kupić już martwą rybę.
Karp na stole wigilijnym znaleźć się musi. - Z dziada pradziada i z pokolenia na pokolenie wszyscy jedliśmy karpia - mówi kobieta.
- Trzymanie żywych karpi w domu jest torturą dla ryb - tłumaczy Krzysztof Dankiewicz, powiatowy lekarz weterynarii z Gryfina. - Karpia nie powinno się trzymać w wannie, woda jest chlorowana, Powinniśmy kupując poprosić sprzedawcę, żeby go zabił. Potem możemy włożyć go do lodówki.
Wypuszczanie kupionego w sklepie karpia nie ma nic wspólnego z ratowaniem mu życia. - Karpie, które kupujemy są z hodowli, a tam jest inna woda, inne karmienie. Wypuszczenie go do rzeki, gdzie jest inne środowisko sprawia, że nie może tam się znaleźć i najczęściej ginie. Drapieżnik z boku też jest.
W tym roku wyhodowano w kraju 18 tys. ton karpia. Jak informuje Instytut Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie, to o dwie tony więcej niż dwa lata temu.
Karp na stole wigilijnym znaleźć się musi. - Z dziada pradziada i z pokolenia na pokolenie wszyscy jedliśmy karpia - mówi kobieta.
- Trzymanie żywych karpi w domu jest torturą dla ryb - tłumaczy Krzysztof Dankiewicz, powiatowy lekarz weterynarii z Gryfina. - Karpia nie powinno się trzymać w wannie, woda jest chlorowana, Powinniśmy kupując poprosić sprzedawcę, żeby go zabił. Potem możemy włożyć go do lodówki.
Wypuszczanie kupionego w sklepie karpia nie ma nic wspólnego z ratowaniem mu życia. - Karpie, które kupujemy są z hodowli, a tam jest inna woda, inne karmienie. Wypuszczenie go do rzeki, gdzie jest inne środowisko sprawia, że nie może tam się znaleźć i najczęściej ginie. Drapieżnik z boku też jest.
W tym roku wyhodowano w kraju 18 tys. ton karpia. Jak informuje Instytut Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie, to o dwie tony więcej niż dwa lata temu.

Radio Szczecin