Kot, który zaklinował się w szczeblach metalowej bramy konał w męczarniach. Służby wezwane do interwencji przerzucały się odpowiedzialnością. Pomoc nadeszła, ale rozstrzyganie do kogo należy teren: do Polic czy do Szczecina trwało tak długo, że zwierzę nie przeżyło.
Kilka dni temu po godz. 7 pan Marcin zauważył kota uwięzionego między prętami bramy przy ulicy Osowskiej. Zwierzę krwawiło, z bólu chciało odgryźć sobie łapy.
Jak twierdzi mężczyzna, natychmiast wykonał telefon do szczecińskiego schroniska dla zwierząt. Tam miał usłyszeć, że to rejon schroniska w Dobrej. Zadzwonił. Jak mówi, odesłano go do straży gminnej, a stamtąd ponownie do Szczecina.
Ostatecznie po dwóch godzinach przyjechał łowczy z Dobrej. - Dziesięć minut przed jego przyjazdem kot przestał oddychać - żali się pan Marcin.
Dlaczego Szczecin nie zareagował? - Ulica Osowska nie należy do gminy Szczecin. Nie możemy interweniować na nieswoim terenie - mówi Andrzej Kus z Zakładu Usług Komunalnych.
Błyskawicznie zareagować powinno schronisko w Dobrej, ale patrol wysłało dopiero po dwóch godzinach. I za to przeprasza weterynarz dr Andrzej Gajek. Tyle trwało ustalanie, kto powinien przyjechać.
- To trwało zdecydowanie za długo. To jest nasza wina. Jest nam bardzo przykro z tego powodu. Dołożymy wszelkich starań, żeby sytuacja się nie powtórzyła - mówi Gajek. - Skąd to się wzięło? Na pewno szereg jakichś tam pechowych zbiegów okoliczności, czynnik ludzki, a przede wszystkim rejonizacja, jaka nas obowiązuje. Nie byliśmy pewni czy to do nas należy, czy też do Szczecina - dodaje.
Zdaniem łowczego z Dobrej, kot prawdopodobnie sam wpadł w pułapkę. Po tym incydencie schronisko w Dobrej wydrukowało mapy z wyznaczonymi rejonami, które mu podlegają.
Jak twierdzi mężczyzna, natychmiast wykonał telefon do szczecińskiego schroniska dla zwierząt. Tam miał usłyszeć, że to rejon schroniska w Dobrej. Zadzwonił. Jak mówi, odesłano go do straży gminnej, a stamtąd ponownie do Szczecina.
Ostatecznie po dwóch godzinach przyjechał łowczy z Dobrej. - Dziesięć minut przed jego przyjazdem kot przestał oddychać - żali się pan Marcin.
Dlaczego Szczecin nie zareagował? - Ulica Osowska nie należy do gminy Szczecin. Nie możemy interweniować na nieswoim terenie - mówi Andrzej Kus z Zakładu Usług Komunalnych.
Błyskawicznie zareagować powinno schronisko w Dobrej, ale patrol wysłało dopiero po dwóch godzinach. I za to przeprasza weterynarz dr Andrzej Gajek. Tyle trwało ustalanie, kto powinien przyjechać.
- To trwało zdecydowanie za długo. To jest nasza wina. Jest nam bardzo przykro z tego powodu. Dołożymy wszelkich starań, żeby sytuacja się nie powtórzyła - mówi Gajek. - Skąd to się wzięło? Na pewno szereg jakichś tam pechowych zbiegów okoliczności, czynnik ludzki, a przede wszystkim rejonizacja, jaka nas obowiązuje. Nie byliśmy pewni czy to do nas należy, czy też do Szczecina - dodaje.
Zdaniem łowczego z Dobrej, kot prawdopodobnie sam wpadł w pułapkę. Po tym incydencie schronisko w Dobrej wydrukowało mapy z wyznaczonymi rejonami, które mu podlegają.

Radio Szczecin