Wojciech Łuczak, były dyrektor ds. technicznych w szczecińskim Urzędzie Morskim, doprowadził do nadużyć związanych między innymi z wykorzystaniem służbowych samochodów. To wynik kontroli zleconej przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej.
W raporcie dla ministerstwa pracownicy urzędu napisali, że były dyrektor pobierał ryczałt za wykorzystywanie prywatnego auta do celów służbowych, a jednocześnie korzystał z pięciu służbowych samochodów. Przez 14 miesięcy wydał na paliwo 42 tysiące złotych.
Za naprawy służbowych samochodów zapłacił ponad 10 tysięcy złotych. Wątpliwości wzbudziła faktura na 3 tysiące złotych wystawiona za wymianę reflektora. Okazało się jednak, że w ogóle nie był wymieniany. Raport mówi też o tym, że dyrektor korzystał przez cały lipiec z pokoi gościnnych - jednocześnie w Świnoujściu, Mrzeżynie i Niechorzu - płacąc około 8 złotych za dobę. Kto w nich nocował nie ustalono.
- Nie znam tego tematu. Jeśli są jakiekolwiek wątpliwości to trzeba je wyjaśnić w postępowaniu cywilnym lub karnym - powiedział były minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki, dzięki któremu Łuczak został dyrektorem.
Obecny minister Marek Gróbarczyk zapowiada wyciągnięcie konsekwencji wobec Łuczaka, ale na razie nie potrafi powiedzieć jakie. - Sprawa nie zostanie pominięta, ten pan będzie musiał oddać co zabrał - powiedział Gróbarczyk.
Wojciech Łuczak nie chciał komentować raportu, ponieważ uważa, że został sporządzony przez "urzędników o PZPR-owskim rodowodzie". Gdy na początku czerwca ubiegłego roku został zastępcą dyrektora Urzędu Morskiego wybuchł skandal. "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że jest kolegą ministra Wiecheckiego i nie ma doświadczenia w branży morskiej. Był doradcą klienta biznesowego w Idei, kierownikiem oddziału firmy sprzedającej rajstopy i podkolanówki. Doświadczenie zdobywał także w spółce oferującej kredyty oraz jako przedstawiciel handlowy Coca-Coli.
Za naprawy służbowych samochodów zapłacił ponad 10 tysięcy złotych. Wątpliwości wzbudziła faktura na 3 tysiące złotych wystawiona za wymianę reflektora. Okazało się jednak, że w ogóle nie był wymieniany. Raport mówi też o tym, że dyrektor korzystał przez cały lipiec z pokoi gościnnych - jednocześnie w Świnoujściu, Mrzeżynie i Niechorzu - płacąc około 8 złotych za dobę. Kto w nich nocował nie ustalono.
- Nie znam tego tematu. Jeśli są jakiekolwiek wątpliwości to trzeba je wyjaśnić w postępowaniu cywilnym lub karnym - powiedział były minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki, dzięki któremu Łuczak został dyrektorem.
Obecny minister Marek Gróbarczyk zapowiada wyciągnięcie konsekwencji wobec Łuczaka, ale na razie nie potrafi powiedzieć jakie. - Sprawa nie zostanie pominięta, ten pan będzie musiał oddać co zabrał - powiedział Gróbarczyk.
Wojciech Łuczak nie chciał komentować raportu, ponieważ uważa, że został sporządzony przez "urzędników o PZPR-owskim rodowodzie". Gdy na początku czerwca ubiegłego roku został zastępcą dyrektora Urzędu Morskiego wybuchł skandal. "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że jest kolegą ministra Wiecheckiego i nie ma doświadczenia w branży morskiej. Był doradcą klienta biznesowego w Idei, kierownikiem oddziału firmy sprzedającej rajstopy i podkolanówki. Doświadczenie zdobywał także w spółce oferującej kredyty oraz jako przedstawiciel handlowy Coca-Coli.

Radio Szczecin