Obcinają głowy i uszy, a ostatnie walki prowadzą do wojny - tak o walkach w Górskim Karabachu mówi Albert Najaryan, Ormianin mieszkający w Szczecinie.
W nocy z piątku na sobotę złamano trwający od ponad 20 lat rozejm między Azerami i Ormianami. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych apeluje o pilny powrót Polaków przebywających w Armenii i Azerbejdżanie.
Albert Najaryan w Szczecinie mieszka od 19 lat. W mieście Gawarr w Armenii zostali jego rodzice i bracia. Najaryan był tam w ubiegłym tygodniu. Było jeszcze spokojnie. Dopiero po powrocie do Szczecina usłyszał o walkach. Usłyszał też relacje znajomego pułkownika z Martuni w Górskim Karabachu. To miejscowość leżąca 200 kilometrów od rodzinnej miejscowości Najaryana.
- Kto zdążył uciec ten żyje, kto nie uciekł tego zabili. I to cywile, a nie żadne wojsko. Obcięli nos, ucho, głowy. To barbarzyński naród - mówi Albert Najaryan.
Azerowie twierdzą, że to Ormianie zaatakowali ich w nocy z piątku na sobotę. Ormianie odpowiadają, że to przeciwnicy chcieli siłą przejąć zajmowane przez ich wojsko pozycje. Oficjalne informacje mówią o 22 ofiarach. Zdaniem Najaryana napięta sytuacja zmierza ku wojnie i stwierdza, że Azerom pomogą Turcy, a Armenia - mająca teren niewiele większy od województwa zachodniopomorskiego - będzie musiała liczyć na wsparcie Rosji.
Konflikt o Górski Karabach trwa od końca lat 80. Od 1994 roku obowiązuje rozejm, ale tylko w teorii. W praktyce co jakiś czas dochodzi do ataków obu stron.
Albert Najaryan planuje wysłać do Górskiego Karabachu pomoc humanitarną. Dodaje, że jego znajomi Ormianie z Niemiec zamierzają zorganizować protest w Berlinie z apelem o pomoc Europy w rozwiązaniu konfliktu.
Albert Najaryan w Szczecinie mieszka od 19 lat. W mieście Gawarr w Armenii zostali jego rodzice i bracia. Najaryan był tam w ubiegłym tygodniu. Było jeszcze spokojnie. Dopiero po powrocie do Szczecina usłyszał o walkach. Usłyszał też relacje znajomego pułkownika z Martuni w Górskim Karabachu. To miejscowość leżąca 200 kilometrów od rodzinnej miejscowości Najaryana.
- Kto zdążył uciec ten żyje, kto nie uciekł tego zabili. I to cywile, a nie żadne wojsko. Obcięli nos, ucho, głowy. To barbarzyński naród - mówi Albert Najaryan.
Azerowie twierdzą, że to Ormianie zaatakowali ich w nocy z piątku na sobotę. Ormianie odpowiadają, że to przeciwnicy chcieli siłą przejąć zajmowane przez ich wojsko pozycje. Oficjalne informacje mówią o 22 ofiarach. Zdaniem Najaryana napięta sytuacja zmierza ku wojnie i stwierdza, że Azerom pomogą Turcy, a Armenia - mająca teren niewiele większy od województwa zachodniopomorskiego - będzie musiała liczyć na wsparcie Rosji.
Konflikt o Górski Karabach trwa od końca lat 80. Od 1994 roku obowiązuje rozejm, ale tylko w teorii. W praktyce co jakiś czas dochodzi do ataków obu stron.
Albert Najaryan planuje wysłać do Górskiego Karabachu pomoc humanitarną. Dodaje, że jego znajomi Ormianie z Niemiec zamierzają zorganizować protest w Berlinie z apelem o pomoc Europy w rozwiązaniu konfliktu.

Radio Szczecin