Minionej nocy 25-latek ukradł tramwaj z zajezdni w katowickim Zawodziu i przejechał nim aż do Chorzowa zabierając na przystankach pasażerów. To kilkanaście kilometrów.
O zdarzeniu poinformował dyspozytora zatrudniony w Tramwajach Śląskich inny motorniczy.
Andrzej Zowada, rzecznik spółki powiedział, że tramwaj był oznaczony jako nieistniejąca linia numer 33.
- Dyspozytor zauważył, że takiego pociągu w ogóle na linii być nie powinno, próbował skontaktować się z motorniczym tego tramwaju przez radiotelefon. To się nie udało w związku z czym podjęta została decyzja, żeby zatrzymać ten wagon. Zdalnie wyłączono zasilanie, energię elektryczną trakcji w centrum Chorzowa. W ten sposób tramwaj unieruchomiono - relacjonuje Zowada.
Jak dodaje Andrzej Zowada, na miejsce została wezwana policja oraz kontroler ruchu Tramwajów Śląskich.
- Ten mężczyzna, który prowadził tramwaj nie uciekał, został zatrzymany przez policję. Będziemy teraz prowadzić wewnętrzne dochodzenie jak to się stało, że obcy człowiek, niezatrudniony w spółce wszedł na teren zajezdni tramwajowej w Zawodziu w środku nocy i ten tramwaj po prostu ukradł - powiedział.
Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna wykorzystał sytuację, kiedy pracownik firmy zewnętrznej, prowadzący akcję serwisową w tramwajach, zostawił jeden z pojazdów włączony na placu i udał się w inne miejsce.
Zagadką dla spółki pozostaje fakt, w jaki sposób złodziej wszedł na teren zajezdni. Sprawą zajmują się zarówno policja jak i Tramwaje Śląskie.
Andrzej Zowada, rzecznik spółki powiedział, że tramwaj był oznaczony jako nieistniejąca linia numer 33.
- Dyspozytor zauważył, że takiego pociągu w ogóle na linii być nie powinno, próbował skontaktować się z motorniczym tego tramwaju przez radiotelefon. To się nie udało w związku z czym podjęta została decyzja, żeby zatrzymać ten wagon. Zdalnie wyłączono zasilanie, energię elektryczną trakcji w centrum Chorzowa. W ten sposób tramwaj unieruchomiono - relacjonuje Zowada.
Jak dodaje Andrzej Zowada, na miejsce została wezwana policja oraz kontroler ruchu Tramwajów Śląskich.
- Ten mężczyzna, który prowadził tramwaj nie uciekał, został zatrzymany przez policję. Będziemy teraz prowadzić wewnętrzne dochodzenie jak to się stało, że obcy człowiek, niezatrudniony w spółce wszedł na teren zajezdni tramwajowej w Zawodziu w środku nocy i ten tramwaj po prostu ukradł - powiedział.
Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna wykorzystał sytuację, kiedy pracownik firmy zewnętrznej, prowadzący akcję serwisową w tramwajach, zostawił jeden z pojazdów włączony na placu i udał się w inne miejsce.
Zagadką dla spółki pozostaje fakt, w jaki sposób złodziej wszedł na teren zajezdni. Sprawą zajmują się zarówno policja jak i Tramwaje Śląskie.
- Dyspozytor zauważył, że takiego pociągu w ogóle na linii być nie powinno, próbował skontaktować się z motorniczym tego tramwaju przez radiotelefon. To się nie udało w związku z czym podjęta została decyzja, żeby zatrzymać ten wagon. Zdalnie wyłączono zasilanie, energię elektryczną trakcji w centrum Chorzowa. W ten sposób tramwaj unieruchomiono - relacjonuje Zowada.
- Ten mężczyzna, który prowadził tramwaj nie uciekał, został zatrzymany przez policję. Będziemy teraz prowadzić wewnętrzne dochodzenie jak to się stało, że obcy człowiek, niezatrudniony w spółce wszedł na teren zajezdni tramwajowej w Zawodziu w środku nocy i ten tramwaj po prostu ukradł - powiedział.

Radio Szczecin
