Dzień po wizycie w Bratysławie, amerykański sekretarz staniu przylatuje do Budapesztu. W oficjalnej agendzie między innymi sprawy inicjatyw pokojowych w regionie.
Choć wizyta amerykańskiego szefa dyplomacji to na pewno ważne wydarzenie nad Dunajem i Cisą, to walczący o utrzymanie władzy Viktor Orbán wolałby odwiedziny samego Donalda Trumpa. Wybory na Węgrzech odbędą się za pięćdziesiąt pięć dni, ale w tej chwili wizyta amerykańskiego prezydenta wydaje się mało prawdopodobna.
Sekretarz stanu na pewno poprze Fidesz, choć oficjalnie rozmowy w Budapeszcie mają dotyczyć stosunków dwustronnych i omówienia inicjatyw pokojowych w regionie.
W nastawionej na biznes amerykańskiej polityce zagranicznej nie brakuje też trudnych tematów między Waszyngtonem i Budapesztem. Oczekuje się, że Marco Rubio będzie też domagał się od Węgrów rezygnacji z rosyjskich źródeł energii. Rząd Viktora Orbána robi niewiele by kupować coraz więcej na przykład amerykańskiego gazu i ropy naftowej. Mimo politycznego wsparcia dla Orbana, to może być kluczową sprawą wpływającą na relacje dwustronne.
Sekretarz stanu na pewno poprze Fidesz, choć oficjalnie rozmowy w Budapeszcie mają dotyczyć stosunków dwustronnych i omówienia inicjatyw pokojowych w regionie.
W nastawionej na biznes amerykańskiej polityce zagranicznej nie brakuje też trudnych tematów między Waszyngtonem i Budapesztem. Oczekuje się, że Marco Rubio będzie też domagał się od Węgrów rezygnacji z rosyjskich źródeł energii. Rząd Viktora Orbána robi niewiele by kupować coraz więcej na przykład amerykańskiego gazu i ropy naftowej. Mimo politycznego wsparcia dla Orbana, to może być kluczową sprawą wpływającą na relacje dwustronne.
Edycja tekstu: Kacper Narodzonek

Radio Szczecin