78-letni pan Edward, który w ubiegłym tygodniu na swoim pojeździe zamontował sygnalizator w niemieckich barwach i umieścił na nim napisy dwóch przygranicznych niemieckich miejscowości, złamał w ten sposób przepisy. Strażnicy miejscy pouczyli taksówkarza, a ten zdecydował się zdjąć sygnalizator.
Pan Edward zapewnia, że nie składa jednak broni. - 47 lat jeżdżę i specjalnie założyłem to, żeby odróżnić się. Pójdę do prezydenta - zapowiada pan Edward.
Rzecznik prezydenta rozwiewa jednak nadzieje pana Edwarda.
- Sygnalizator powinien być w barwie białej lub żółtej z czarnymi napisami, widocznymi z przodu i z tyłu. Nie mogą utrudniać one widoczności i czytelności napisu taxi. Sądząc po lampie pana Edwarda, nie spełnia tych wymogów - mówi Robert Karelus.
Gdyby taksówkarz nie zgodził się zdjąć sygnalizatora, mógłby utracić licencję.
Rzecznik prezydenta rozwiewa jednak nadzieje pana Edwarda.
- Sygnalizator powinien być w barwie białej lub żółtej z czarnymi napisami, widocznymi z przodu i z tyłu. Nie mogą utrudniać one widoczności i czytelności napisu taxi. Sądząc po lampie pana Edwarda, nie spełnia tych wymogów - mówi Robert Karelus.
Gdyby taksówkarz nie zgodził się zdjąć sygnalizatora, mógłby utracić licencję.

Radio Szczecin