Blisko 4 godziny trwało przesłuchanie ojca Marcina Mogielskiego w sprawie rzekomego molestowania seksualnego nieletnich w szczecińskim schronisku Św. Brata Alberta przez ks. Andrzeja.
Jeszcze przed wejściem do szczecińskiej prokuratury dominikanin zapewniał, że wierzy w zeznania pokrzywdzonych wychowanków i będzie dążył do wyjaśnienia całej sprawy. Ich relacje spisał w 2003 roku. Zdaniem Mogielskiego, Kościół dopuścił się wielu zaniedbań.
- To już nie moja sprawa, tylko prokuratury. Obowiązuje mnie tajemnica - tłumaczył po przesłuchaniu ojciec Marcin Mogielski. - To bolesne, ale opowiedziałem wszystko, co wiem.
Reprezentujący pokrzywdzonych Michał Kelm ma nadzieję, że sprawa rzekomego molestowania seksualnego nie ulegnie przedawnieniu. - Tego typu sprawy są niezwykle trudne. Boję się tylko Pana Boga i mojej żony, dlatego będę dążył do wyjaśnienia tej sprawy - dodał mecenas.
Kelm dodał, że każde postępowanie karne na etapie przygotowawczym jest objęte tajemnicą. Ujawnienie pewnych informacji byłoby w tej chwili przestępstwem. Mecenas zaapelował do dziennikarzy, by nie poszukiwali osób pokrzywdzonych.
- To już nie moja sprawa, tylko prokuratury. Obowiązuje mnie tajemnica - tłumaczył po przesłuchaniu ojciec Marcin Mogielski. - To bolesne, ale opowiedziałem wszystko, co wiem.
Reprezentujący pokrzywdzonych Michał Kelm ma nadzieję, że sprawa rzekomego molestowania seksualnego nie ulegnie przedawnieniu. - Tego typu sprawy są niezwykle trudne. Boję się tylko Pana Boga i mojej żony, dlatego będę dążył do wyjaśnienia tej sprawy - dodał mecenas.
Kelm dodał, że każde postępowanie karne na etapie przygotowawczym jest objęte tajemnicą. Ujawnienie pewnych informacji byłoby w tej chwili przestępstwem. Mecenas zaapelował do dziennikarzy, by nie poszukiwali osób pokrzywdzonych.

Radio Szczecin