To może być zwrot w procesie mężczyzny skazanego na dożywocie za zabójstwo Magdy z Wielgowa. Krakowski adwokat Jan Widacki oraz obrońca z urzędu próbują podważyć wynik badania DNA - koronnego dowodu prokuratury na winę Mariusza S.
Na poniedziałkowej rozprawie prawnicy poprosili sąd o sprawdzenie, czy zakład medycyny sądowej, który wykonał ekspertyzę, miał wówczas atest. Według nich - nie, a to może wskazywać, że laboratorium nie było przygotowane do wykonywania takich testów.
Wątpliwości prof. Widackiego budzi też fakt, że Mariusz S. kilka razy zmieniał wyjaśnienia. - Jest jedno niepełne przyznanie się oskarżonego do winy złożone w dość dziwnych okolicznościach postępowania przygotowawczego - wyjaśnia adwokat. - Najpierw się nie przyznał. Jednak po dobie spędzonej na komisariacie przyznaje się, ale do udziału w wypadku, a nie zabójstwie. Po czym natychmiast to odwołuje i pisze skargę na policjantów, że stosowano wobec niego przymus.
Podczas rozprawy sam oskarżony mówił, że funkcjonariusze bili go i grozili mu, że jeśli się nie przyzna, to trafi za kraty.
Do zbrodni doszło dziewięć lat temu w podszczecińskim Wielgowie. Zwłoki 12-latki mieszkańcy odnaleźli w lesie. Policja pobrała próbki DNA od mieszkańców dzielnicy. Pierwsze badania wykluczyły rodzinę S., wyniki kolejnych były inne.
Na tej podstawie prokuratura oskarżyła mężczyznę. Był skazywany już kilka razy, ale Sąd Najwyższy uznał, że należy przeprowadzić jeszcze jeden proces. Na każdą rozprawę przychodzą rodzice Magdy.
- Naszej córki już nie ma, ale dla nas ona cały czas jest. Nie zostawię sprawy dopóki morderca nie zostanie naprawdę osadzony w więzieniu - mówi mama dziewczynki i dodaje, że nie wierzy w to, że śledczy i funkcjonariusze mogli popełnić błąd. - Za każdym razem zwracali nam uwagę na to, że musimy być cierpliwi, bo jeżeli oni popełnią jakieś błędy, to sprawa może zostać unieważniona.
Widacki broni oskarżonego za darmo. Jak mówi, to Mariusz S. i jego pełnomocnik zwrócili się z prośbą o pomoc.
Wątpliwości prof. Widackiego budzi też fakt, że Mariusz S. kilka razy zmieniał wyjaśnienia. - Jest jedno niepełne przyznanie się oskarżonego do winy złożone w dość dziwnych okolicznościach postępowania przygotowawczego.
- Naszej córki już nie ma, ale dla nas ona cały czas jest. Nie zostawię sprawy dopóki morderca nie zostanie naprawdę osadzony w więzieniu - mówi mama dziewczynki.

Radio Szczecin