Tylko pięciu przywódców państw potwierdziło jak dotąd udział w inauguracyjnym posiedzeniu Rady Pokoju prezydenta Donalda Trumpa, które w czwartek odbędzie się w Waszyngtonie. Polskę na spotkaniu będzie reprezentować szef biura polityki międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta, Marcin Przydacz.
Wbrew zapowiedziom Donalda Trumpa, że pierwsze posiedzenie Rady Pokoju zgromadzi największych światowych przywódców, zapowiada się ono dość skromnie. Jak dotąd wiadomo o obecności przywódców pięciu państw: Węgier, Albanii, Wietnamu, Indonezji oraz Rumunii - w charakterze obserwatora. Pozostałe kraje mają być reprezentowane na niższym szczeblu. Jeszcze kilka dni temu mówiło się o obecności szefowej włoskiego rządu Georgii Meloni. Premier Włoch ostatecznie wysłała do Waszyngtonu ministra spraw zagranicznych. Na tym samym szczeblu ma być reprezentowana Białoruś. Ostateczna lista uczestników zostanie opublikowana przed spotkaniem.
Prezydent USA zapowiadał, że spodziewa się deklaracji wsparcia odbudowy Strefy Gazy na kwotę 5 miliardów dolarów. W tej chwili nie wiadomo, kto zdecydował się wyłożyć te pieniądze.
Posiedzenie Rady Pokoju nie odbędzie się w Białym Domu, lecz w położonym obok Departamentu Stanu Instytucie Pokoju, który Donald Trump nazwał swoim imieniem. Sam prezydent ma być na posiedzeniu przez około godzinę, po czym poleci na spotkanie z wyborcami w stanie Georgia.
Prezydent USA zapowiadał, że spodziewa się deklaracji wsparcia odbudowy Strefy Gazy na kwotę 5 miliardów dolarów. W tej chwili nie wiadomo, kto zdecydował się wyłożyć te pieniądze.
Posiedzenie Rady Pokoju nie odbędzie się w Białym Domu, lecz w położonym obok Departamentu Stanu Instytucie Pokoju, który Donald Trump nazwał swoim imieniem. Sam prezydent ma być na posiedzeniu przez około godzinę, po czym poleci na spotkanie z wyborcami w stanie Georgia.
Edycja tekstu: Kacper Narodzonek

Radio Szczecin