Stan wojenny zastał Andrzeja Milczanowskiego w stoczniowym Domu Kultury Korab.
- Trwały rozmowy związkowców z Urzędem Morskim - mówił w "Rozmowach pod krawatem" Milczanowski. - Zostałem przywołany do Komisji Zakładowej w stoczni Warskiego i słyszę "Kilkanaście minut temu był telefon z centrali pocztowej. Dzwoniła telefonistka i mówi, że wojsko wchodzi na centralę i niszczy urządzenia. Trzask i łączności żadnej To był ten pierwszy sygnał".
Po 30 latach działacz ówczesnej szczecińskiej opozycji demokratycznej mówi, że jednoznaczna ocena słuszności wprowadzenia stanu wojennego nie jest możliwa, ale nie można wykluczyć, że stan wojenny uchronił Polskę przed interwencją Moskwy.
- Oczywiście w interesie Rosjan było przeprowadzenie stanu wojennego polskimi rękami. To jest niepodważalne. Gdyby jednak do tego nie doszło, moim zdaniem konfrontacja byłaby nieuchronna - stwierdził Milczanowski.
Z Andrzejem Milczanowskim dziś spotkają się szczecińscy uczniowie. Lekcję historii o stanie wojennym organizują Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego oraz Instytut Pamięci Narodowej.
Po 30 latach działacz ówczesnej szczecińskiej opozycji demokratycznej mówi, że jednoznaczna ocena słuszności wprowadzenia stanu wojennego nie jest możliwa, ale nie można wykluczyć, że stan wojenny uchronił Polskę przed interwencją Moskwy.
- Oczywiście w interesie Rosjan było przeprowadzenie stanu wojennego polskimi rękami. To jest niepodważalne. Gdyby jednak do tego nie doszło, moim zdaniem konfrontacja byłaby nieuchronna - stwierdził Milczanowski.
Z Andrzejem Milczanowskim dziś spotkają się szczecińscy uczniowie. Lekcję historii o stanie wojennym organizują Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego oraz Instytut Pamięci Narodowej.
Dodaj komentarz 2 komentarze
"ZSRR straszył użyciem siły, ale w grudniu 1981 roku nie było żadnych ruchów wskazujących na możliwą interwencję wojsk radzieckich w Polsce - wynika z dokumentów NATO z tamtego okresu, które zostaną upublicznione dzisiaj w Brukseli." Każdy kto twierdzi inaczej jest zwykłym sprzedawczykiem albo agentem ówczesnej bezpieki! Dość FAŁSZOWANIA historii!!!
Każdy, kto twierdzi, że w 1981 r. nie było zagrożenia ze strony Układu Warszawskiego, jest naiwniakiem albo młodym człowiekiem znającym historię z przekazów wypracowanych przez IPN. Znamienne, że możliwość wkroczenia wojsk UW uznają nawet internowani w działacze Solidarności, którzy ostatnio się wypowiadają. Trzeba było żyć w tamtych czasach, znać uwarunkowania geopolityczne. Warto porozmawiać z ludźmi, którzy byli wtedy w wojsku i wiedzieli co się dzieje tuż za granicą. Polska armia po wkroczeniu "zaprzyjaźnionych" armii nie zachowałaby się tak jak czechosłowacka w 1968, tu byłby Budapeszt z 1956 r. pomnożony dziesięciokrotnie. Przedsmak tego, na co polskie wojsko stać , można było zaobserwować w 1956 r., kiedy wojsko Pomorskiego Okręgu Wojskowego wyruszyło z Bydgoszczy na Warszawę. Dojście Gomułki do władzy uspokoiło sytuację.

Radio Szczecin