Poszukiwana przez policję kobieta, podejrzewana o zabójstwo swojej 9-letniej córki - już w rękach policji. Kobietę zatrzymano na terenie Stargardu Szczecińskiego. Poszukiwania 45-latki trwały całą noc.
Wiadomo jednak, że dzisiaj podejrzewana o zabójstwo kobieta nie zostanie przesłuchana. Kobieta zasłabła, podczas przesłuchania w komendzie policji. Niewykluczone, że przed zatrzymaniem - próbowała popełnić samobójstwo. Mogą o tym świadczyć liczne obrażenia ciała - mówią lekarze. Matka dziewczynek znajduje się w szpitalu w Stargardzie, gdzie przeszła operację i zostanie pod obserwacją lekarzy co najmniej do niedzieli.
Lekarze, którzy operowali kobietę są zdania, że pacjentka na razie nie jest w stanie uczestniczyć w postępowaniu prokuratorskim - mówi Jacek Siwulski, dyrektor Samodzielnego Publicznego ZOZ w Stargardzie. - Pacjentka pozostanie w szpitalu, na pewno w najbliższych dniach o dalszym jej losie zdecyduje prokuratura.
Lekarze wstępnie ocenili też charakter obrażeń, stwierdzonych u 45-latki. - Możemy wnosić, że mogło dojść do samookaleczenia, ale weryfikacja nastąpi w kolejnych etapach terapii i postępowania prokuratorskiego i wywiadu z pacjentką - dodaje Siwulski.
Kobieta przebywa teraz w stargardzkim szpitalu, pod nadzorem policji.
Do tragedii doszło przy ul. Spokojnej w Stargardzie Szczecińskim. W mieszkaniu znaleziono zwłoki 9-letniej dziewczynki, która zmarła od ciosów, zadanych ostrym narzędziem. Jej 3,5-letnia siostra walczy o życie w szczecińskim szpitalu. Do zabójstwa doszło wczoraj po południu. Matka dziewczynek uciekła z mieszkania. W jej poszukiwanie zaangażowani byli policjanci ze Stargardu i Szczecina, którzy korzystali też z pomocy psów tropiących.
- Dzisiaj kilka minut po 9.30 stargardzcy kryminalni ujawnili miejsce przebywania kobiety - mówi Łukasz Famulski, rzecznik Komendy Powiatowej Policji. - Została doprowadzona do stargardzkiej jednostki policji, gdzie zostaną przeprowadzone dalsze czynności. Zapewne otrzymamy odpowiedzi na wiele pytań w ciągu kilku godzin.
O tym, co stało się przy Spokojnej pierwsi dowiedzieli się pracownicy ekipy, remontujący jedną z klatek schodowych budynku. Nie było wiadomo o co chodzi, sam widok dziecka to była katastrofa - relacjonuje jeden z pracowników.
Okoliczni mieszkańcy są zszokowani. - Drzwi były otwarte i babcia znalazła zwłoki. Dziewczynka miała I komunię świętą 2 tygodnie temu - mówią i dodają, że była to cicha i niekonfliktowa rodzina. Matka, samotnie wychowująca dzieci, wprowadziła się jesienią ubiegłego roku.
Potwierdzają się informacje o problemach kobiety z hazardem, który uprawiała nałogowo. W tragiczny piątek, kiedy obie swoje córki pozostawiła pod opieką ciotki, miała spędzić czas w jednym ze szczecińskich kasyn. Po powrocie do mieszkania przy ul. Spokojnej, przejęła opiekę nad dziećmi. Krótko po 17 martwą starszą wnuczkę i ciężko ranną młodszą, zastała w mieszkaniu babcia obu dziewczynek.
Policja nie wyklucza, że zabójstwa starszej dziewczynki mógł dopuścić się ktoś z zewnątrz. Kluczowe w sprawie będą zeznania matki.

Radio Szczecin